Archiwa tagu: bumblefoot

Bumblefoot – Normal

Wydany w 2005 roku siódmy album Bumblefoota mógł zaskoczyć fanów artysty. Dlaczego? Ano dlatego, że Ron zdecydował się na pewnego rodzaju „znormalnienie” 😉
Utwory zebrane na płycie Normal zdecydowanie bardziej niż cokolwiek nagranego wcześniej mieszczą się już w kategorii piosenek. Jest to album koncepcyjny. Artystę poznajemy jako szalonego muzyka, który zastanawia się nad odrzuceniem leków, które pogrążają go w szaleństwie, ale jednocześnie pozwalają tworzyć. Muzyk obawia się, że bez „wspomagaczy” przestanie być twórczy. Chce być „normalny”, choć sam ma problem z określeniem czym jest normalność.

Ron to kreatywny, dojrzały muzycznie człowiek, który na tej płycie dokładnie wie, co chce przekazać i w jaki sposób to zrobić. Pokazuje wiele różnych oblicz, wiec nawet jeśli jeden z utworów się nie spodoba zawsze można zainteresować się i zachwycić kolejnym.

Płyta „Normal” nie jest raczej zbyt  łatwo dostępna w Polsce. Kupując ją bezpośrednio z wytwórni możemy jednak; za dodatkową opłatą przeznaczoną na szlachetny cel; liczyć nie tylko na dobrą zawartość muzyczną, ale także na autograf muzyka. Myślę, że warto.

Płycie towarzyszył teledysk do piosenki „Real”.

Ron Thal – Hermit

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce …
Zaraz, zaraz, to nie ta bajka.

Znacie? To posłuchajcie…

W czasie gdy Gunsi rozmieniali się na drobne kłócąc i zasadniczo nic nie robiąc, Ron Thal, zwany także Bumblefootem, odważył się nie tylko zagrać, ale i zaśpiewać na swoim drugim krążku -” Hermicie”.
Był to rok 1997 i nikt z nas nie mógł wtedy przypuszczać, że już za kilka lat Ron dołączy do Gunsów. Mało tego, nic w jego grze nie wskazywało, że moglibyśmy zaakceptować  go  w tej roli.

Płytę nagrano pod szyldem Ron Thal, wytwórnia przejęła wszelkie prawa do wydawnictwa, podobnie zresztą jak wcześniej do „Adventures of Bumblefoot”, więc gitarzysta nie miał zbyt wiele do gadania zarówno w kwestii zawartości muzycznej, jak i oprawy.
Dlatego część nagranych na płytę piosenek wyleciała z niej i znalazła się na kolejnym albumie Rona, o którym już swego czasu pisałem.
Cięcia dotknęły także wkładkę, na której znalazły się teksty zaledwie czterech utworów.
No, ale tak czasem bywa, gdy się za bardzo zawierzy wytwórni, o czym nie tylko Ron miał się przekonać.

Okładka być może niezbyt zachęcająca, a zawartość płyty?

Przyznam się bez bicia, że Hermit nie jest moją ulubioną płytą Rona.
Jeden z pisarzy powiedział kiedyś, że pisanie książki to jak kochanie się podczas wyrywania zęba. Gdyby był muzykiem zapewne powiedziałby to samo o nagrywaniu płyty.  Proces nagrywania ostatniej płyty Gunsów mógł przypominać wyrywanie zęba ( i to metodą chałupniczą 😉 ), podobnie mogło być z płytą Rona, jeśli chodzi o relacje z wytwórnią i presję, jaką wywierano na młodym artyście.
Dodatkową presje nałożył na siebie on sam postanawiając śpiewać, bo wiadomo,że raczej niewielu gitarzystów jest w stanie podołać dodatkowemu obowiązkowi na tyle dobrze, żeby nie narazić się fanom.

Tak,czy inaczej nagrania z „Hermit” pokazały, że Ron śpiewać jednak potrafi.
Może nie tak dobrze, jak Axl, czy inni wielcy wokaliści,a le na potrzeby płyty wystarczyło.
Gdy do niezłego wokalu dodamy znane nam z innych płyt Rona ciekawe pomysły na bardzo pokręcone dźwięki i inspirujący miszmasz gatunkowy, to odkryjemy, że warto przynajmniej raz w życiu przesłuchać taką płytę.
Warto raz, ale czy warto więcej? Myślę, że o tym decydują indywidualne preferencje każdego z nas. Do wielu muzyka z „Hermit” nie trafi, gdyż w większości określiłbym zawartość płyty mianem utworów muzycznych,a nie piosenek 😉 Dużo tu różnych pomysłów, często zaskakujących, ale też i niespójnych. Czasem ma się wrażenie; zresztą całkiem słuszne, że część utworów została w jakimś momencie odrzucona, z kolei inne były nagrywane na szybko, by zmieścić się w jakimś, ściśle określonym, terminie.

Jednego wszakże możemy być pewni: Mr Ron „Bumblefoot” Thal pokazał na Hermicie pełnię swoich umiejętności w tym czasie.
Jest charakterystyczny, rozpoznawalny, momentami trudny w odbiorze, ale raczej nikt nie pomyli go z nikim innym. Słuchając nowszych płyt i lepszych pomysłów będziemy mieli świadomość, że gdzieś, kiedyś Ron grał już podobnie, co wcale nie oznacza w tym wypadku autoplagiatu, a jedynie udoskonalenie swojego stylu.

W kwestii dostępności płyty nie mam niestety dobrych wiadomości.
Jak wspomniałem wcześniej prawa do płyty ma ówczesna wytwórnia Rona, a nakład wydawnictwa został wyczerpany, dlatego najlepiej będzie poszukać płyty na różnego rodzaju aukcjach. Być może niedługo doczekamy powtórnego wydania jej, jak to się stało niedawno z „Adventures of Bumblefoot”, ale póki co musimy się uzbroić w cierpliwość, bądź liczyć na dobre ceny na internetowych aukcjach chociażby.

Jednym z utworów na płycie jest „I Can’t Play The Blues” Kto by pomyślał,że parę lat później Ron tak często będzie grał The Blues właśnie… Zapewne stąd zmiana tytułu piosenki Gunsów 😉

Bumblefoot – Forgotten anthology



Niemal każdy artysta ma swoim dorobku piosenki, których nie zdążył dokończyć w terminie odpowiednim,  by znalazły się na konkretnej płycie, albo z takich, czy innych powodów
nie znalazły uznania, czy to muzyków nagrywających album ,czy wytwórni. Czasem jest tak, że utwory te lądują w sieci i już nigdy nie zostają wydane, bywa, że lądują na stronie B singli, bądź kolekcjonerskich wydań płyt, ale zdarza się i tak, że artysta chce, żeby materiał, którego nie zdołał wydać wcześniej przybrał formę płyty, po to, by fani mogli zobaczyć jego muzyczny rozwój.

Tak właśnie stało się w przypadku zapomnianej antologii Rona Thala.

Powiedzieć o tej płycie, że jest lekka i łatwa byłoby nieporozumieniem.
Chcesz się uśmiechnąć w długie zimowe wieczory – włącz Beach Boys albo Ramones, ale od wydawnictwa pod tytułem Forgotten Anthology trzymaj się z daleka.

Dlaczego?

Wydany w kwietniu 2003 roku album jest kompilacją utworów z różnego czasu.

„Old”, „Thought I could fly”,  „Apathy” i „Shell” miały trafić już na drugą płytę Rona Thala, ale zostały odrzucone przez wytwórnię jako zbyt mroczne. Faktycznie z tych niemal grunge’owych utworów przebija nastrój wszechobecnego smutku, są ciężkie, ponure,

Komu nie wystarczy muzyka ma jeszcze teksty:

jak choćby ten z refrenu „Apathy”

„I don’t care at all
I don’t care no more
I’m just wasting time
got you on my mind…”

Nie trzeba wiele,  by poczuć nastrój tej części płyty, nie sądzicie ?

„Meat”, „day to remember”,  „Begged a big 1” , „Mine”, „Girl like you”, „heart attack”

Po nagraniu debiutu jako Bumblefoot „Hands” Ron zaczął pracować nad kolejną płytą, jednak w czasie pracy nad nią odszedł perkusista, nawiasem mówiąc brat Rona, dlatego Bumblefoot zdecydował się na stworzenie płyty od nowa, zamiast wydać płytę z osobą nie będącą członkiem zespołu. Część materiału znalazło się jednak na francuskiej wersji płyty „Uncool”.

Ta część płyty jest, nazwijmy ją metalowo – hardcore’owa, ale nie brakuje niespodzianek. Pokazuje inne oblicze Rona.

„Crunch” , „Maricona”, „13”, „She knows”, „Myth”

Część piosenek pochodzi z francuskiej wersji Uncool, część nie zdążyła znaleźć się na tej płycie. „She knows” w wersji akustycznej pojawiło się później na „Barefoot”.

Zasadniczo utwory mają klimat podobny do tego z Uncool, a więc imprezy z lat 70-tych,ale i tu nie brakuje niespodzianek.

„A way out” i „wasted away” początkowo były przeznaczone na album 9.11, jednak ostatecznie nie znalazły na niej miejsca.

„Mafalda”

pojawił się na kompilacji brytyjskiej The Alchemist z 2002, w tym samym roku ten utwór został opublikowany w brytyjskim magazynie Guitar Techniques jako materiał instruktażowy.

Celowo nie pisałem, jaki styl panuje w tych ostatnich kawałkach, gdyż jest to po prostu „styl” 😉  Bumblefoot.
Zresztą na całej płycie jest podobnie. Gdy już myślimy, że wiemy, czego się spodziewać Ron zaskakuje.

Jednak,jak wspomniałem na początku, nie jest to płyta ani lekka, ani łatwa.
Czy przyjemna?
To kwestia gustu, tego, czy lubi się takie granie, tego, na ile człowiek chce się dać pochłonąć magii dźwięków wyczarowanej przez Rona.
Każdy ma inny typ wrażliwości muzycznej, ale wydaje mi się,że ta płyta jest na tyle wszechstronna, że można tu znaleźć coś dla siebie.

Byle nie w długi, samotny, zimowy wieczór…

Czas na odrobinę muzyki:

Dodam jeszcze tylko, że od niedawna na stronie rodzimej wytwórni Rona można kupić wszystkie jego płyty z autografem.

Bumblefoot – 9.11

 
Wszyscy pamiętamy tragiczne wydarzenia  z 11 września 2001…
Nie wiem, co tego dnia robił Ron Thal. Prawdopodobnie pracował nad swoim kolejnym solowym albumem, który nosił roboczą nazwę „Guitars  SUCK”.
Jednak  11 września 2001 odcisnął swoje piętno na wielu ludziach z całego świata, dlatego, gdy wreszcie w listopadzie  2001 roku  album Rona ujrzał światło dzienne nosił już  nazwę  „9.11” , a cały dochód z jego sprzedaży miał trafić do poszkodowanych za pośrednictwem Amerykańskiego Czerwonego Krzyża.

Rona wsparli na płycie Matthias Eklundh

i Dweezil Zappa

A samo wydawnictwo zawiera 12 utworów, z których niewątpliwie najbardziej znanym i cenionym jest  „Guitars  SUCK”.

 

Prócz niego znajdziemy na płycie także:
Fly in the batter”, ” Lost”, „Ray Gun” „Hole in the sky”, „Children of  Sierra Leone”, „Don Pardo Pingwagon”, „Legend of Van Cleef”, „Hall of souls”, „Top of the world”, „R2” i „Time”.

Nie jest to na pewno muzyka łatwa i lekka. Wymaga od słuchacza zaangażowania, skupienia i otwartego umysłu.  Gdy  zanurzymy się  w tej muzyce, gdy damy jej szansę, to niewątpliwie zostanie nam to wynagrodzone.  Nie oczekujcie piosenek, na te przyjdzie czas na kolejnych płytach  Bumblefoota. Na „9.11” mamy muzyczną podróż , w którą udać się mogą jedynie najwytrwalsi.
Satysfakcja gwarantowana i to podwójna, bo niezależnie od  dobrej muzyki wspiera się także  szczytny cel, jakim jest pomoc  innym ludziom.
Do sklepów marsz 😉

Bumblefoot – Uncool


Prace nad  „Uncool” zaczęły się  już w 1999. Ron chciał mieć prawdziwy zespół, prawdziwą trasę, mieć świadomość robienia czegoś większego niż kolejna płyta solowa. Ale niewiele z tego wyszło, gdyż część ludzi opuściła go na etapie tworzenia płyty, a część nieco później. Tak, czy inaczej album ukazał się w dwóch wersjach. Pierwotna, z roku 2000 pojawiła się w przyjaznej Ronowi Francji, a „poprawiona” ukazała się 2 lata później w Ameryce.
Pomysł na płytę, choć prosty, był jednak dość oryginalny – oto  zapomniany artysta z lat siedemdziesiątych wraca  na scenę po latach. Co prezentuje?
Materiał skrajnie odmienny od tego, do czego Ron przyzwyczaił nas wcześniej. Utrzymany w klimacie lat 70-tych, ale  niepozbawiony  bumblefootowych  smaczków.
Połączenie atmosfery  klubowego  koncertu  z  niemal hardcore’owym wydźwiękiem niektórych utworów stanowi  interesującą, choć niekoniecznie łatwą w odbiorze kombinację. Ale Ron nie zaskakuje pierwszy raz i z pewnością nie ostatni. Jeśli nie boicie się muzycznych wyzwań sięgnijcie po tę płytę, a jestem przekonany, że znajdziecie coś dla siebie.

francuska wersja okładki


wersja amerykańska

Wersje albumu nieznacznie się różnią jeśli chodzi o dobór  utworów.

Wersja francuska:

„BBF takes the mic”
go”
t-jonez”
my world is you”
crunch”
i hate me more than i love you”
kiss the ring”
delilah”
dominated”
r2″
ronald’s coming back now”
maricona”
mine”
heart attack”
girl like  you”
BBF says good night”
we don’t care”

 

W wersji amerykańskiej  natomiast  układ piosenek  przedstawia się następująco:

„BBF takes  mic”
go”
t-jonez”
my world is you”
dominated”
kiss the ring”
what’s new ,pussycat?”
i hate me more than i love you”
delilah”
ronald’s  comin’ back now”
BBF says good night”
can’t take my  eyes of you”

Wśród utworów  śpiewanych na tej płycie przez  Rona nie zabrakło coverów. Jako, że dostępność do materiałów promocyjnych z tej płyty jest niewielka,a dobre piosenki są wszędzie,to warto zapoznać się najpierw z najbardziej znanymi wersjami utworów wykonanych przez Bumblefoota.

Tom Jones – „What’s new, pussycat”?

Frank Sinatra – „Can’t take my eyes of you”

Warto podkreślić, że to pierwsza płyta Bumblefoota, do której powstał teledysk.

 

I na koniec sama płyta, choć warto przesłuchać ją w kolejności, w jakiej została nagrana, nie w takiej, w jakiej ją wrzucono, gdyż w tym wypadku ma to szczególne znaczenie ze względu na strukturę albumu.